Nad bagnami zalegała mgła. Gęsta i klejąca, oblepiała rosą jego włosy i skórę. Nie przeszkadzało mu to, żył dzięki wilgoci. Jego skóra, śliska jak u węża wchłaniała każdą jej kropelkę. Dzięki temu porannemu spacerowi mógłby cały dzień nie pić, ale po cóż to – on kochał wodę. Nic nie równało się z kąpielą, lub z podwodnym polowaniem. Uwielbiał jak jego stopy zanurzały się w błocie, choć mógłby w każdej chwili tego uniknąć pozwalając, aby palce rozsunęły się rozwijając błony.